– Tego można by dokonać bez problemu – odparł kapitan. – Ale przy tym narobimy hałasu. Tylko tak zdołalibyśmy wejść... .

Kapitan – a w każdym razie osobnik w brudnej, niegdyś białej czapce marynarskiej – otworzył drzwi mostka i wyszedł na galerię. Nie musiał zadzierać głowy, by zajrzeć do kokpitu samolotu, odległego najwyżej o pięć metrów. Zakrywał rękami uszy, aby nie ogłuchnąć od ryku potężnych silników. Podmuch śmigieł wznosił tumany pyłu wodnego, mocząc koszulę Koreańczyka. Wreszcie pęd powietrza wyrwał mu czapkę spod palców.. Którą poniósł twój dziadek?. Ta pewność siebie zaniepokoiła Dewitta.. Zaczynały barwić. Niczego takiego, była jedynie niesamowitość, która wszystkich przerażała..